Recenzja książki "Zaledwie moment” Liane Moriarty
Na pokładzie samolotu do Sydney rozpoczyna się show!
Emerytowana aktuariusza w kryzysie psychicznym (po starcie męża) daje pokaz swojego talentu. Jedynego w swoim rodzaju. Pasażerowie chcąc nie chcą, poznają wiek oraz przyczynę swego zgonu. Tak zaczyna swoją historię Liane Moriarty.
Ale czy ktokolwiek chciałby tak naprawdę poznać okoliczności swojego odejścia, zwłaszcza kiedy szykuje się do własnej nocy poślubnej? Z jednej strony tak, a z drugiej nie. Nie wydaje mi się, żebym chciała żyć w stresie, wiedząc że za moment będę miała wypadek w pracy, zabije mnie ekspres do kawy… Nie wiadomo czy lepiej żyć w błogiej nieświadomości, nie znając dnia ani godziny kresu swoich dni, czy żyć ze świadomością, że nie możemy uniknąć tego wszystkiego złego, co ma się wydarzyć. Wszyscy pragniemy mieć długie i szczęśliwe życie. A co, jeśli wróżka się myli, bo może nic nie jest przesądzone? I wciąż jest szansa, że jeszcze niejedną kawkę wypiję w życiu.
Tyle, że bohaterowie, którzy właśnie poznali swój los, nie wiedzą, z kim mają do czynienia. Kim naprawdę jest Cherry Lokwood? Czy jest hochsztaplerką, starszą panią z demencją, jasnowidzką, a może niedobrą wróżką? Wszyscy próbują to rozwikłać na własną rękę.
W dalszej części książki ewidentnie coś zaczyna się dziać z bohaterami.
Jeśli ktoś oglądał wszystkie części ,,Oszukać przeznaczenie”, to wie o czym mowa.
Czasem człowiek zastanawia się, czy życie to harmonia, czy dysonans. O ile film przekonuje, że co komu przeznaczone, to go nie minie, o tyle książka trzyma do końca czytelnika
w niepewności. To perypetie bohaterów sprawiły, że zaczęłam widzieć harmonię w dysonansie. Taki uporządkowany chaos. Pasażerowie od spotkania z ,,Panią Śmierć” kroczą ścieżką usłaną wątpliwościami, żeby ostatecznie podjąć decyzję, jak teraz żyć, jednocześnie będąc świadomymi poznania daty i przyczyny swego zgonu. Czy komukolwiek uda się oszukać los i dożyć spokojnej starości?
Siłą napędową fabuły w tej książce są wybory występujących w niej postaci. Czy zatem tak samo nie wyglądałoby nasze życie? Czy tym, co pcha je do przodu nie jest nic innego jak właśnie decyzje? A co z intuicją?
Autorka komplikuje akcję na tyle, by czytelnik myślał, że oto nic nie dzieje się przypadkiem. Dzięki przemyślanej konstrukcji powieści możemy równolegle śledzić życie głównej bohaterki. Brak skali, żeby oddać inteligencję analityczną i niezwykłą pamięć Cherry oraz jej zdolności przewidywania. To kobieta, która przecież ,,zjadła zęby” w branży ubezpieczeń na życie. Nie zmienia to wciąż faktu, że jej matka cieszyła się uznaniem lokalnej społeczności, zarabiając na życie trafnym przewidywaniem przyszłości klientów.
Czytelnik widzi, że bohaterowie mimo wszystko nie poddają się, tylko dokonują wyborów. Żyją od teraz inaczej. To książka o tym, jak jeden człowiek może zmienić życie innych ludzi, ale przede wszystkim skłonić do myślenia, co zrobilibyśmy ze swoim życiem na miejscu bohaterów lotu do Sydney. Jestem zdania: ,,niech każdy dzień będzie dla nas niespodzianką!"
moderatorka Anna Pałys - MBP w Tarnobrzegu