Recenzja książki „Flawless” Marty Łabęckiej

„Flawless” to pozycja, która na książkowym tik toku bardzo szybko zyskała popularność. To jedna z najsłynniejszych powieści Young Audlt z motywem enemies to lovers. Porusza i łapie za serce, jednak można odnaleźć w niej kilka wad, które podczas czytania zdecydowanie rzucają się w oczy. Uwielbiam tę historię za jej prostotę i fakt, że była po prostu przyjemna do czytania. Styl autorki był naprawdę przystępny, a sposób, w jaki opisywała przyjacielskie relacje okazał się ciepły i obrazowy. Czytając o Josephine i paczce jej znajomych, czułam, że to naprawdę ludzie, którzy nie potrafiliby bez siebie żyć. Niesamowite było, jak wspólne przygody z przyjaciółmi potrafiły zmienić mentalność i charakter każdego z bohaterów. Myślę, że właśnie to jest najważniejsze w tej książce. Nie tyle romantyczna relacja napisana według klasycznego tropu, a zgrana grupa ludzi, których niestety rozdzielił niesprzyjający los. Przeszkadzało mi odrobinę przekonanie głównej bohaterki budujące fabułę całego pierwszego tomu „Flawless”.  Josephine uparcie twierdziła, że wyjazd z miasta oznaczał zupełne zerwanie kontaktu z wszystkimi najbliższymi, których tam poznała. Dziewczyna zachowywała się, jakby zapomniała, że istnieją rozmowy telefoniczne, a także samoloty, mogłaby z pewnością raz na jakiś czas odwiedzić rodzinną miejscowość. Zrozumiałe jest to, że po prostu jej nienawidziła, jednak uważam, że złość na rodziców i złe skojarzenia nie powinny zbudować jej zdania o całym otoczeniu. Próbowałam zrozumieć myśli bohaterki, jednak nie zawsze mi się to udawało. Czasem wydawały mi się nielogiczne. Niektóre wątki w książce były po prostu niepotrzebne. Gdzieś w tekście pojawiła się rozmowa na temat przeszłości Josephine w szpitalu psychiatrycznym. Uważam, że te doświadczenia ukształtowały ją jako bohaterkę, jednak owe retrospekcje zostały napisane tak, że miały się nijak do fabuły i głównego wątku. Choć wiele osób by się ze mną spierało, sądzę, że „Flawless” to bardzo dobrze napisane enemies to lovers. Może i sceny wydają się być znajome i przewijały się już gdzieś w literaturze, ale wciąż dostrzegam w nich pewną iskrę, wyjątkowy dodatek od autorki, który spowodował, że to faktycznie odmienna i ciekawa historia. Miejsca, w jakie jeździli bohaterowie, ich wspólne zwyczaje i tajemnice, jakie ze sobą dzielili, przyczyniały się do rozkwitu tej relacji i do nadania jej wyjątkowego charakteru, czegoś nowego. Warto wspomnieć również o następnych tomach trylogii. Bohaterowie już w pierwszej części okazali się być tak przyciągający, że nie sposób było nie sięgnąć po kolejne. Uwielbiałam wracać do tej książki, bo to było w pewien sposób nostalgiczne. Sądzę, że każdy tom ma w sobie coś innego. W żadnym wypadku nie są „odgrzewanymi kotletami”.

Dzięki tej książce uświadomiłam sobie, że bardzo lubię śledzić historię bohaterów od młodości aż po starość. To wyjątkowe, zwłaszcza, jeżeli są to postacie, do których jako czytelnicy się przywiązujemy. Choć czytałam „Flawless” wiele lat temu, to niektóre sceny z tej książki bardzo mocno wyryły się w mojej pamięci. Plusy zdecydowanie zwyciężają z minusami, co właściwie czyni tę pozycję jedną z moich ulubionych książek z tropem „enemies to lovers”. Nie uważam, że to

literatura wysokich lotów. To po prostu krótka powieść dla młodzieży pokazująca bardzo dobrze świat młodych ludzi i momentami niesamowicie kruche relacje.

 

Recenzja - Natalia Machniak - MBP w Mielcu 

powrót do kategorii
Poprzedni Następny

Pozostałe
aktualności