Jakub Małecki „Sąsiednie kolory” – recenzja książki
Dla kogo ta książka? Dla mnie. Na pewno! Dlaczego? Podoba mi się w niej sposób patrzenia na świat i sposób pisania o tym, co się widzi. Jakub Małecki patrzy na przeciętne miasteczko i zwykłych ludzi. Czytam i nagle okazuje się, że określenia „zwykły” i „przeciętny” tracą rację bytu, otwiera się przede mną niepowtarzalny świat i niezwykli ludzie: dzieci, dorośli, staruszkowie, dziewczyna pasąca krowy, stolarz, lekarz powiatowy, redaktor gazety, samotnik mieszkający w lesie… Wszyscy niezwykli. Autor wnika w głąb ich psychiki, rozumie, nie ocenia wprost, ocenę pozostawia czytelnikowi.
Tekst jest zapisany w trojaki sposób. Pojawia się pytanie: dlaczego mówione wypowiedzi Weroniki (mówione, ponieważ dziewczyna nie umie pisać) są zapisane dużymi literami wielkim drukiem, który aż krzyczy do nas? Moją odpowiedź zachowuję dla siebie, nie chcę innym psuć zabawy, aczkolwiek ciekawa jestem Waszych interpretacji. Pojawia się też co jakiś czas tajemnicze zdanie pisane kursywą, przestaje być tajemnicze dopiero w końcowej partii powieści. To zdanie jest „łącznikiem” pomiędzy światem żywych i umarłych.
Odwieczne pytanie: czym jest śmierć? (końcem, czy też początkiem innego życia) płynie niezauważalnym nurtem przez cały tekst. Myśli o tym stolarz, który robi trumny, słowa wypowiedziane przez Iwonę po jej śmierci pojawiają się w rozmyślaniach Krystiana i we śnie Poli. Śmierć bliskich uśmierca psychikę tych, którzy pozostają (szalona Leokadia, Adam Wrzos, redaktor Graczyk). Czterech bohaterów rozmyśla o samobójstwie, dwóm udaje się je popełnić. Krystiana odwiedza wuj Lolek, który popełnił samobójstwo. Ten nurt w powieści kończy się mocnym obrazem: dwie osoby widzą ten sam pochód umarłych.
Kobieta i mężczyzna: miłość i związki bez miłości, cierpienie, śmierć z tęsknoty, błędy i fatalne ich skutki – a wszystko to przedstawione w sposób niebanalny, po mistrzowsku.
Nie brakuje w „Sąsiednich kolorach” humoru i żartów: choćby opis postaci proboszcza, zakończenie sceny egzekucji (!!), problemy dorosłych widziane oczyma dziecka. Właśnie: świat dzieci, ich ocena rzeczywistości i irracjonalne wydawać by się mogło postępowanie, ten świat dzieci stworzony przez Jakuba Małeckiego – majstersztyk!
A życie nieżycie dwojga starych ludzi na strychu, ich próby istnienia, on: „Powoli zaczął czyścić czas z kolejnych rzeczy. Zakład. Klienci. Dostawy. Drewno.(…) Wreszcie nie zostało już prawie nic, tylko posiłki, sen, patrzenie przez okno, niedzielna msza.”, ona: „Czekała wtedy aż znowu przyjdzie lepszy czas, aż znowu ona będzie Anielą, a nie tylko tym tępym, milczącym bezruchem.”
Fenomenalne są fragmenty, których bohaterem jest czas. Tam to się dzieją dziwne rzeczy. Fascynujący jest język, sposób pisania: zaskakujące zestawienia, skojarzenia, porównania, metafory np.: „…przeciskać się przez kolejne minuty kolejnego dnia…” , „wkładać palców w tamte wspomnienia”, „We wnętrzu głowy pływały mu kawałki przeszłości.” Do określenia tych metafor nasuwa mi się słowo organoleptyczne: wyraz przeciskać się powoduje, że niematerialne minuty stają się materialne , bohater musi zastosować fizyczną siłę aby się przecisnąć, z wielkim trudem pokonuje kolejny dzień, podobnie pływające kawałki przeszłości, czy palce włożone we wspomnienia (dotyk, namacalność). Są to w barbarzyński sposób wyszarpnięte z tekstu trzy cytaty, a jako dowód najlepiej byłoby przepisać całą książkę.
Na zakończenie: w powieści znajdziemy praktyczne rady: kiedy należy ścinać dęby na trumny, jak zrobić wypukły znak w drewnie, jak rozpołowić głaz…
Nateła Zedanja-Skowrońska - klubowiczka DKK w BP w Rzepedzi